Blog

Z życia załogi

O Quidditchu

O Quidditchu

Czasem zdarza się, że jakieś zjawisko, powiedzenie czy zwyczaj przenika z książki lub filmu w codzienne życie. Jest też pewien sport, który już ponad 10 lat temu w Stanach Zjednoczonych z wertowanych kartek książki wszedł w realny świat. Z roku na rok zdobywa on coraz większą popularność na całym świecie.  

Jak zapewne wiecie, quidditch to sport zaczerpnięty z serii popularnych książek Pani J.K. Rowling o Harrym Potterze i jego przyjaciołach. Wystarczy minimalna wiedza na temat świata wykreowanego w serii powieści, żeby zadać sobie pytanie: jak oni w to grają w realnym świecie? W książce jest to gra dla czarodziejów, w której zawodnicy latają na miotłach. Podczas rozgrywki, trzech graczy z każdej drużyny ma za zadanie przerzucić piłkę, zwaną kaflem, przez jedną ze stojących, wysokich obręczy przeciwników. Każde przerzucenie piłki daje 10 punktów. Oprócz nich każda z drużyn ma w swoich szeregach  obrońcę, którego zadaniem jest zapobieganie przerzucenia kafla przez obręcze oraz dwóch pałkarzy, którzy powstrzymują zawodników przeciwnej drużyny przed podjęciem akcji uderzając w nich ciężkimi piłkami nazywanymi tłuczkami.  Ponadto w tym wszystkim, gdzieś pomiędzy zawodnikami lata malutka złota piłeczka ze skrzydłami, nazywana zniczem. W każdej drużynie jest również szukający, którego zadaniem jest złapanie znicza i tym samym zakończenie meczu. Złapanie znicza daje drużynie 150 punktów. 

W realnym świecie zasady gry zostały nieco zmodyfikowane. Pierwszą różnicą są miotły, które pomimo tego że niestety nie dają możliwości oderwania się od ziemi, są obowiązkowym sprzętem na boisku. Podczas trwania meczu zawodnicy muszą grać trzymając ją między nogami. Jeżeli chodzi o kafel, to jest to zazwyczaj piłka do siatkówki, z której spuszczono trochę powietrza, aby można było jednocześnie trzymać ją w jednej ręce, podczas gdy w drugiej ma się miotłę. Tłuczki zostały zastąpione piłkami do zbijaka, za pomocą których „zbija” się zawodników przeciwnej drużyny. Każdy „zbity” musi  zejść z miotły, wrócić na swoją połowę, dotknąć jednej z obręczy i dopiero wtedy może wrócić do gry. Najciekawszym rozwiązaniem w mugolskim quidditchu jest sprawa złotego znicza. To niezależny gracz, wchodzący na boisko w osiemnastej minucie, który do spodni z tyłu ma umocowaną długą skarpetkę z piłką tenisową w środku. Zadaniem szukającego jest uchwycenie tego znicza. Szczególnym utrudnieniem jest fakt, że znicz nie ma miotły i może się bronić w dowolny sposób przed próbami szukających. W tej wersji gry za złapanie znicza drużyna dostaje nie 150, a 30 punktów. Dzięki temu dużo większe znaczenie ma sportowa rywalizacja o punkty zdobyte kaflem, niż bardziej losowe łapanie znicza.  

Ja z tym sportem poza książką i filmem po raz pierwszy spotkałam się na Erasmusie w Norwegii. Na początku semestru na Norweskim Uniwersytecie Nauki i Technologii w Trondheim przeglądałam ofertę zajęć sportowych dla studentów. Moją uwagę przykuło NTNUi Rumpeldunk – uczelniana drużyna Quidditcha. „To chyba żart” – pomyślałam. Kilka dni później zobaczyłam ogłoszenie o rekrutacji do drużyny. Zachęcona słowami przyjaciela – „No idź! Taka okazja pograć w Quidditcha”, ciekawa bardzo co mnie tam spotka, poszłam. Zostałam na cały semestr. Treningi odbywały się trzy razy w tygodniu, przez większość czasu na oblodzonym i zaśnieżonym boisku – uroki Norwegii ;) Skład drużyny był międzynarodowy, co dało mi możliwość zdobycia wielu przyjaciół m.in. z Norwegii, Hiszpanii, Francji, Belgii oraz Korei  Południowej. Na początku kwietnia wraz z drużyną wybrałam się na Mistrzostwa Norwegii do Oslo. Tydzień później polecieliśmy do Anglii na Puchar Europy. Na europejskich zawodach międzynarodowych rywalizowały 32 drużyny. NTNUi Rumpeldunk - moja norweska drużyna uplasowała się na 5 miejscu. Reasumując, moja przygoda z quidditchem okazała się świetnym doświadczeniem. Pozwoliła poznać wielu ciekawych ludzi i  zdobyć doświadczenie na międzynarodowym turnieju.  

Po powrocie postanowiłam spróbować założyć drużynę w Krakowie. Rezultaty przekroczyły moje oczekiwania.  W tej chwili drużyna liczy 22 członków, w styczniu zdobyła mistrzostwo Polski, zostawiając rywali daleko w tyle. W kwietniu jako Mistrzowie Polski wybrała się na Puchar Europy we włoskim Gallipoli. Kolejny wyjazd na międzynarodowy turniej był dla mnie okazją do ponownego spotkania ‘starych’ znajomych z północy.  

Dowodem na wciąż rosnącą popularność quidditcha na świecie jest fakt, że w lipcu odbędą się Mistrzostwa Świata w tym niezwykłym sporcie. Weźmie w nim udział ponad dwadzieścia reprezentacji z całego świata. Będą prekursorzy tego sportu - reprezentacja USA, a także reprezentacje Kanady, Australii, Meksyku, Ugandy i mniej egzotyczne Anglii, Francji, Hiszpanii, Katalonii, Słowenii i inne. Wśród nich oczywiście reprezentacja Polski, zawierająca w swoich szeregach również zawodników z Krakowa. Cieszę się na samą myśl, że spotkam swoich znajomych, tym razem w ich narodowych reprezentacjach – Norwegii, Francji oraz Korei Południowej, do której ten sport został zawieziony prosto z NTNUi.  

Wszystkich zainteresowanych quidditchem zapraszam na treningi. Obecnie istnieją drużyny w Krakowie i w Warszawie. Wiem, że powstają również w innych miastach. Informacji możecie szukać na facebooku w grupie Quidditch Polska. Zachęcam do spróbowania sił w tym nietypowym, magicznym sporcie!

Dodaj komentarz

Wasze komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.