Blog

Z życia załogi

A gdyby tak rzucić wszystko i płynąć na Bałtyk…?

A gdyby tak rzucić wszystko i płynąć na Bałtyk…?

A gdyby tak rzucić wszystko i płynąć na Bałtyk…?

 

Pewnie nie raz obiło Ci się o uszy to zdanie w różnych kombinacjach geograficznych. Ba, może nawet zakradało się gdzieś w zakamarki Twojej głowy między jedną dniówką a drugą. Ze mną było tak samo… żeglarsko niespokojna dusza zupełnie nie radziła sobie z systemem czterdziestu godzin tygodniowo, spędzanych między procedurami, protokołami, instrukcjami i innymi korpo wynalazkami. Nigdy nie przemawiał do mnie spokojny etacik w dużej firmie o ugruntowanej pozycji na rynku. A jednak na dokładnie takim etaciku wylądowałam. Pierwszym szokiem dla podróżniczego organizmu było 20 dni urlopu na rok. Szybka kalkulacja daje zaledwie cztery tygodniowe rejsy na sztywno lub trzy tygodniówki i pięć dni na sytuacje losowe, święta i inne historie. Przecież tak się nie da żyć, pomyślałam! Z drugiej strony, robiłam dokładnie to co chciałam i praca jako taka odpowiadała mi bardzo, więc codziennie po szesnastej walczyłam sama ze sobą, by przekonać się że robienie kariery jest tym co powinien robić dorosły człowiek po studiach.

Mimo to, podskórnie czułam, że chce więcej, bardziej i zupełnie inaczej. Zawsze kręciło mnie spełnianie marzeń, zgodnie z zasadą, że niewykorzystane okazje się mszczą. Do tej pory na wszystkie fajne propozycje powtarzałam jak mantra „nie mam urlopu”. W połowie lipca pojawiła się okazja, której nie sposób było odpuścić! Przeprowadzanie starego, klasycznego jachtu z Norwegii do Finlandii z optymalnym zapasem czasowym i możliwością płynięcia dowolnie wybraną trasą. Uśpiony spontaniczny instynkt zbudził się z korporacyjnego snu i zaatakował w najczulszy punkt – spełniaj marzenia i żyj dokładnie tak jak chcesz! No bo jak nie teraz, to kiedy będzie na to lepszy czas?

Bez mrugnięcia okiem złożyłam wypowiedzenie – niesamowicie wyzwalające uczucie. Ostatniego dnia lipca stanę na rozkołysanym pokładzie i ruszę na Bałtyk. Mój Bałtyk. Na morze, od którego wszystko się zaczęło. Poczucie niemożliwego wręcz szczęścia towarzyszy mi niezmiennie od podjęcia decyzji o rzuceniu wygodnego życia szczura lądowego i rozpoczęciu kolejnej niesamowitej przygody. Polecam każdemu, kto tak jak ja ma duże problemy z utrzymaniem swoich marzeń na wodzy! Czy to rozsądne? Nie wiem, ale pamiętajcie – odwaga ma w sobie geniusz, siłę i magię.

 

______________________

Katarzyna Pawełczyk

Dodaj komentarz

Wasze komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.