Blog

Przygotowania

Z Szantą na ustach przez morza...

Z Szantą na ustach przez morza...

Szanty… Co to są szanty? Czym są dla żeglarza?? Czym by było żeglarstwo bez szant??

Możliwe, że każdego żeglarza nurtowały kiedyś te pytania - starych wilków morskich, jak i szczurów lądowych poznających dopiero smak żeglarstwa. Każdy słyszał Morskie Opowieści czy Hiszpańskie Dziewczyny. Te melodie często rozbrzmiewają przy ognisku, gdy tylko pojawia się gitara. Pewnie wielu żeglarzy poznawało je w czasie biwaków czy pieszych wędrówek, gdy jeszcze nie przypuszczali, że kiedyś zapragną wsiąść na pokład i ruszyć na szerokie wody.

Parę wieków temu szanty śpiewali głównie majtkowie pracujący na żaglowcach, by nadać tempo swoim działaniom oraz umilić sobie czas mozolnej pracy. Nie przygrywała im gitara ani żaden inny instrument. Śpiewali a capella, często zaś kierował śpiewem szantymen. W tamtych czasach rytm miał szczególne znaczenie , gdyż niektóre szanty były przeznaczone do wciągania kotwicy, inne do wybierania lin. Śpiewano także pieśni kubryku, które funkcjonowały tak jak dzisiejsze pieśni, które uważamy za szanty, czyli po prostu żeglarskie ballady nucone w wolnych chwilach.

Żeglując od dziecka szerszy repertuar niż tylko" Morskie Opowieści" poznałam dopiero parę lat temu jadąc na swój pierwszy rejs po Mazurach. Gorące, słoneczne dni z delikatnym wiatrem często oznaczały szantowanie na wodzie, a wieczorne spotkania z innymi załogami przy ognisku zawsze były upięknione dźwiękami gitar oraz śpiewem żeglarzy. Tak poznałam Samanthę, Hej me Bałtyckie Morze, Szantę Dziewicy i wiele, wiele innych. Z każdym rejsem, szczególnie morskim, zaczęłam lepiej rozumieć co znaczy szanta dla żeglarza i dla żeglarstwa.

Szanty pozwalają na poznawanie innych ludzi przy ognisku czy na wodzie. W trakcie żeglugi, gdy tylko nuda zdołała złapać załogę, śpiew i gitara dodają energii i pozwalają jeszcze bardziej cieszyć się żeglarstwem. W chwili zawahania, gdy żeglarz wątpi w swoje umiejętności, obawia się, czy da radę lub gdy sztorm go wystraszy, szanta podnosi na duchu. Żeglarskie melodie rozbudzają marzenia, które później stawia sobie za cele każdy ambitny i chcący przeżyć wiele przygód żeglarz. Jest o wiele więcej korzyści ze śpiewania szant, chyba jest ich tak wiele, że ciężko je wszystkie spisać.

Te zalety szantowania szczególnie utkwiły mi w pamięci, bo dzięki nim życie zmienia swój kurs i nabiera wielu fascynujących barw. Na pierwszym mazurskim rejsie, jak i na wielu późniejszych poznałam bliżej wielu ciekawych ludzi - starych wyjadaczy, zagranicznych żeglarzy zafascynowanych polskimi szantami, a także swoich kolegów i koleżanki, z którymi w niejeden rejs już popłynęłam i niejedno miejsce odwiedziłam. Spotykając się na lądzie szanty wzmacniają nasze znajomości, gdy czekamy na kolejne podróże, podboje nowych akwenów, na obranie kursu "180 na południe". Oglądając zdjęcia z rejsów, zawsze znajdą się takie, gdzie jest gitara i chór śpiewających żeglarzy. W takiej atmosferze rodzą się nowe marzenia o podbojach Hornu, North-West Passage czy brzegów Nowej Szkocji. Tak też tworzą się nowe załogi skłonne do tego, by płynąć jeszcze dalej - w rejs do starej Maui bądź Botany Bay. My także za głosem szanty zapragnęłyśmy do Amsterdamu zapłynąć choć raz.

Jedno szantowanie zapamiętałam dość szczególnie. Pierwszy sztorm, pierwszy długi przelot, pierwsze oznaki choroby morskiej - niosło to ze sobą trochę obaw. Jednak wspólne szantowanie z inną załogantką sprawiło, że niezbyt pozytywne emocje uleciały wraz ze sztormowym wiatrem, i znów mogłam cieszyć się wolnością, którą dają białe żagle i morskie, północne fale.

 

 

________________

Iga Kuśnieruk

Dodaj komentarz

Wasze komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.